100 lat

by piosenkickod

“100 lat”

Po raz kolejny zmieniam album. Wcześniej czy później i tak wrócimy do wszystkich piosenek CKOD, załatamy wszelkie dziury i poprzyglądamy się interesującym detalom, na razie jednak skupmy się na innej rzeczy – postępie. Prawdopodobnie jest to złe określenie, bo wyraz ten implikuje zmiany „na lepsze”, a w przypadku CKOD mamy ciągle do czynienia z dwoma równoległymi zjawiskami, które w pewnym sensie się pokrywają: ruchem i ucieczką.

Pierwszym sygnałem zwiastującym to jakiego rodzaju utworów możemy się spodziewać na trzeciej płycie były dwa nowe kawałki – jeden z Internationala (It never happens to us) i jeden oficjalny przeciek (Fashion magazines). „To nie zdarza się nam” brzmiał bardzo w stylu bardziej melancholijnych utworów z pierwszej płyty, natomiast „Sto Lat” to znaczy „Fashion Magazines” był krótkim zastrzykiem energii. Czy tego typu sytuacja nie brzmi znajomo? Trochę jak z „Armią Zbawienia” i „Na wszystkie 4 strony”. Tym razem wciąż nie było jednak do końca wiadomo czego możemy oczekiwać. No dobrze, mamy dwie nowe piosenki, ale co z tego? Przecież pierwsza z nich została zaaranżowana właśnie w taki sposób, żeby dla zagranicznego słuchacza reedycja debiutu z bonusami sprawiała wrażenie jednolitej. „Fashion Magazines” chyba niejako z rozpędu utrzymana została w tym samym klimacie. Dlatego właśnie nowe utwory miały w sobie te około-debiutowe echa, żeby się jakoś specjalnie nie wyróżniać. Kwestia brzmienia, nie kompozycji samych w sobie. Analogicznie, na koncertach materiał z różnych płyt również sprawia wrażenie dosyć spójnego. Mamy więc do czynienia z zespołem, który na przestrzeni lat wypracował specyficzne brzmienie koncertowe, którego się trzyma, oraz z jego alternatywnym, płytowym obliczem. Sytuacja jest nieco schizofreniczna, ale ma to sens. Płyty i koncerty rządzą się swoimi prawami i niektóre rzeczy sprawdzają się dobrze tylko w przypadku jednej z opcji. Przy CKOD, gdzie mamy do czynienia z kreatywnymi, lecz niekoniecznie „uzdolnionymi” muzykami, wariant „czad na koncertach + eksperymentowanie na płytach” to optymalne rozwiązanie. Pewnie się już domyślacie jaki będzie mój główny zarzut pod adresem 2006.

Z Cool Kids Of Death nigdy tak do końca nie wiadomo, czy ich wypowiedzi należy traktować poważnie czy nie. Okazało się, że obietnice że na trzeciej płycie będą brzmieć jak The Human League to jedna wielka lipa. Jestem naiwny? Wbrew pozorom miało to sens, bo lata 80te znów były (i chyba są bardziej niż kiedykolwiek) w modzie. Super Girl & Romantic Boys to był wcześniak jeśli chodzi o revival i jednak fascynacja nieco innymi nurtami, ale przecież CKOD też mogli stwierdzić, że skoro na Echoes się udało, to może warto nieco utemperować gitary, a na pierwszy plan wysunąć klawisze i rytm. Gdyby jeszcze znieśli prohibicję dotyczącą pisania piosenek o miłości to prawdopodobnie spełniłyby się wszelkie moje muzyczne fantazje. Biorąc pod uwagę to, że Kuba zrobił podkład do coveru OMD „Souvenir” na debiutanckiej płycie Ani Dąbrowskiej, że na swoim profilu na myspace wrzucił własną wersję „Hiroshima Mon Amour”, pamiętając o wyznawanej przy każdej okazji miłość do Johna Foxxa i zwracając uwagę na różne inne sygnały, potraktowałem to całkiem poważnie. Narobiłem sobie smaku i ubzdurałem, że CKOD wrócą do niebanalnych piosenek o miłości w nowej, syntezatorowej oprawie. Ukłon w stronę synth-popu od Qbx’a i zaznaczenie swojej britpopowej proweniencji ze strony Krzyśka to dwa składniki, które zagwarantowałyby dla mnie płytę wymarzoną.

Okazało się, że zespół wybrał nieco inną drogę. 2006 to płyta nagrana pod hasłem a teraz pokażemy wam jak CKOD brzmi na żywo. Chyba zespół trochę za bardzo uwierzył w to, że w Polsce płyta jest obecnie tylko czymś w rodzaju gadżetu reklamującego koncerty. Są to piosenki ewidentnie pisane pod występy na żywo, a cały album można traktować jako wypieszczoną rejestrację koncertu na setkę. To dobrze, że w dyskografii pojawia się pozycja tego typu, ale trudno nie odczuwać pewnego niedosytu. Pozostaje mieć nadzieję że zespół, zanim się rozpadnie, wyda płytę z największymi przebojami w nowych aranżacjach i usłyszymy przynajmniej kilka z tych utworów w wersjach nieco bardziej urozmaiconych. Skąd moje podejrzenia, że to wszystko mogłoby wypaść lepiej? Wróćmy do dzisiejszej piosenki, czyli „Sto Lat”. W porównaniu ze swoim anglojęzycznym alter-ego „Fashion Magazines” brzmi płasko i nijako, bo chociaż jest bardziej naturalne, to jednak nie ma w sobie tej energii. A sama kompozycja? Już o tym pisałem, ale „Sto Lat” to w moim odczuciu taki trochę tribute dla Motorhead, który troszkę odstaje od reszty utworów na 2006. Power na koncertach to rzecz, która niestety w przypadku CKOD mnie aż tak bardzo nie interesuje. Dodatkowo nie podoba mi się tekst. Jakieś klęczące baby i piejące koguty zupełnie mi nie pasują do typowo miejskiego zespołu jakim są Cool Kids Of Death. Prawie jak obcy element z innego wymiaru, który burzy całe nasze wyobrażenie o muzyce której słuchamy. Nie przepadam za tą piosenką, ale przeważnie na 2006 jest już tylko lepiej.

No dobrze, dobrze. Ale skoro zdradziłeś już nam swoje fantazje dotyczące idealnej drogi jaką powinno było obrać CKOD, to musisz się teraz jakoś ustosunkować do piosenek z Planu Ewakuacji. Co sądzisz o „Wiemy Wszystko”? Czy właśnie na taki rozwój liczyłeś? No cóż, podobno spełnienie fantazji może przeobrazić się w największy koszmar. Czy tak jest również w tym przypadku? Na razie się nie zanosi. Owszem, podczas słuchania „Wiemy Wszystko” pojawiła się u mnie pewna obawa, jednak sprawa wyjaśni się dopiero gdy zapoznam się z resztą utworów. Jest pewna rzecz, która mnie drażni, jednak prawdopodobnie to tylko detal. Ogólnie rzecz biorąc po usłyszeniu tej piosenki moje zainteresowanie płytą drastycznie wzrosło. Wydaje mi się, że zespół postanowił wrócić po własnych śladach i zacząć prawie od nowa. Mamy więc do czynienia nie z piątą płytą CKOD, tylko z drugą płytą z alternatywnej rzeczywistości. Gdzieś również natknąłem się na podobną opinię, także nie jestem osamotniony w tym przeczuciu. Oczywiście tego porównania nie można brać dosłownie, bo jeśli potraktujemy Plan Ewakuacji jako zaginioną płytę z przeszłości to pojawią się wtedy dziwaczne anachronizmy w stylu puszczenie oka do Animal Collective, ale generalnie lubię myśleć o nowej płycie właśnie w ten sposób. Jest świeżość i przestrzeń, ale również atmosfera końca lata i dojrzewania. Jest tu zapowiedź nieuchronnego rozstania. Czytając niektóre opinie odnośnie „Wiemy Wszystko” można łatwo zrozumieć dlaczego zespół planuje zawiesić działalność. Ile lat można tworzyć muzykę, której prawie nikt nie docenia? Jak długo można być famme fatale polskiej sceny, którą wszyscy wiecznie wyzywają od kurew? Dlaczego w tym smutnym kraju od tylu lat jedynym odzewem na hasło klawisze jest disco-polo/komercja/pop? Z drugiej strony, dlaczego o utworach takich jak „Sto lat” nie ma tak wielu niepochlebnych opinii?